wtorek, 31 stycznia 2017

Kwiat lotosu - jak go wyhodować?


Po pokazaniu na Youtube filmu pokazującego kwiat nymphaea micrantha, dostałem kilka pytań, tyczących sposobu na dochowanie się takiego cudaka. Pewnie ktoś kto widzi kwiat, myśli sobie, że jest to jakiś ewenement i wyhodowanie go, wymaga co najmniej trzech fakultetów z wiedzy alchemicznej. Otóż nie ma w tym ani krzty prawdy. Chyba nie ma... Nie, jednak nie ma.
Przepis na kwiat lotosu jest wyjątkowo prosty. Aby lotos zakwitł trzeba go zabić. No... prawie. Ale od początku.
Lotosa uprawia się w akwarium dla liści podwodnych, które są wyjątkowo atrakcyjne. Oczywiście lotos nic sobie z tego nie robi i bezczelnie wypuszcza liście nadwodne, pływające po tafli wody. Rasowy akwarysta obcina te liście, bo inaczej liście podwodne zaczną obumierać. I atrakcyjność lotosa się skończy. Dlaczego zaczną obumierać? W wodzie przeważnie zdarzają się niedobory różnych pierwiastków i związków. Liście podwodne i korzenie czasami nie dostają wszystkiego czego potrzebują. Dlatego roślina wypuszcza liście nadwodne, które wyłażąc na wierzch, dostarczają roślinie wszystkiego czego potrzebuje. Szczególnie swobodny dostęp do CO2 powoduje u lotosa radochę. Skoro roślina dostaje wszystko z góry, to na co jej liście podwodne? Trzeba sie ich pozbyć. Pozbyć i "naładować" bulwę na "zimę". Bo lotosy zimują. Jesli nie mają liści nadwodnych to ich "zimowanie" przeważnie polega na słabym wzroście lub całkowitym zastoju przez jakiś czas. W wypadku wypuszczenia liści nadwodnych, lotos zaczyna dążyć do zakwitnięcia i zapadnięcia w sen zimowy. No i to jest jedyny minus pieknego kwiatu. Po przekwitnięciu, istnieje niestety duża szansa, że w podłożu pozostanie sama bulwa, oraz że znikną wszystkie liście. Po odczekaniu pewnego czasu (nie mam dokładnych danych bo pierwszy raz u mnie kwitnie) bulwa "budzi" się i mamy nowego lotosa, którego można przez następne kilka lat trzymac pod wodą.
Wielu hodowców lotosów zaleca wręcz, aby raz na jakiś czas pozwolić lotosowi zakwitnąć, aby roślina mogła sie odnowić. I ja się z nimi zgadzam.
A teraz przepis łopatologicznie:
1.- Posiadać lotosa w akwarium
2.- Pozwolić mu na wypuszczenie liści nadwodnych (nie obcinać)
3.- Pozwolić mu zakwitnąć i przekwitnąć
4.- Patrzeć, obserwować i cieszyć się kwiatem.






poniedziałek, 27 kwietnia 2015

ECHOSONDA - czyli co słychac pod wodą

Witam wszystkich serdecznie. Dzisiaj postanowiłem, że o tym co się dzieje pod wodą opowie Stefan, czyli wypasiona ampularia. Wypasiona na roślinach, kupach i innych odpadach.
Andrzej - Co słychać panie Stefanie?
Stefan - Gówno. Przecież ja nie mam narządu słuchu baranie.
A - No ale widzi pan... tak się mówi...
S - Chcesz obrazić niepełnosprawnych? Przecież ja prawie nic nie widzę...
A - Nie widzi, nie słyszy... to jak mówi?
S - Z woli narratora
A - No dobra, przyjmijmy że tak to wygląda
S - Przyjmijmy
A - Ale opowie pan co nieco o tym co tam... pod wodą... słychać...znaczy nie, czuć raczej
S - No teraz dobrze. Czuć to już lepiej. Węch mam umieszczony w nodze. A konkretnie w stopie.
A - To dobrze, że ja tak nie mam
S - Fakt, warto by zainwestować w mycie nóżek i pranie skarpetek...
A- Cichooo...
S - Dobra... zacznijmy od tego, że mieszkam w największym akwarium, mam do dyspozycji całe 240L wody i gdyby nie ryby to bym był tu szefem
A - Ryby przeszkadzają?
S - Taa... komisje śledczą założyły, pod przewodnictwem gurami... chcą się dowiedzieć gdzie zniknęły 2 żałobniczki, podejrzewają mnie, że je zeżarłem
A - A zeżarł pan?
S - Zeżarłem
A - I tak się pan publicznie do tego przyznaje?
S - Cóż, taka mam fuchę tutaj. Sprzątam. Jestem taki Leon Zawodowiec. Ale na swoje usprawiedliwienie powiem, że zeżarłem je już jak były sztywne. Ktoś je załatwił wcześniej.
A - Ma pan jakieś podejrzenia?
S - Mam. Ale nie mogę stworzyć własnej komisji śledczej, bo świderki ukryły się w podłożu, a zatoczki po badaniach IQ, uplasowały się tuż za pętem kaszanki.
A - No fakt, ciężko z tego coś ulepić...
S - A w sejmie sobie dają radę.
A - Cichooo...
 S - OK... więc żyję sobie w 240 litrach, chodzę sobie to tu, to tam i obserwuję, jeśli tak mogę powiedzieć, co się w zbiorniku dzieje
A - I co się dzieje?
S - A szefu ciągle coś tu grzebie. Nie ma chwili spokoju
A - Grzebie?
S - Ano grzebie.  Tu coś wyrwie, tam coś posadzi, tu przytnie jakieś zielsko. Normalnie spać nie daje.
A - To frustrujące...
S - No dokładnie. Kiedyś umówiłem się pod korzeniem z taką fajną laską, stopa czysta, duże... czułki... No i idę, idę, idę...
A - Długo pan szedł...
S - Tyle ile trzeba... więc, idę, idę, idę... patrzę a tu...
A - Nie ma laski?
S - Gorzej... korzenia nie ma.
A - Jak to?
S - No zniknął. Potem go znalazłem na końcu akwarium. Ciężko się tu zorientować. Dziś mieszkam w anubiasach, rano się budzę, sięgam po gazetkę a tu informacja, że anubiasy pojechały do Zgorzelca...
A - Do Zgorzelca???
S - Albo do Małkini. Za dużo mu ich było. A że to moja strefa ciszy była to co?
A - No tak, to mało komfortowa sytuacja.
S - Wkurzył mnie... to mu za karę zeżarłem taką fajną trawkę. Hołubił ją, pielęgnował... liczył, że się przyjmie...
A - A pan przyszedł...
S - A ja przyszedłem i zeżarłem. Widziałem go za szybą jak przeklinał. Gorzej niż szewc w poniedziałek.
CDN.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Cięcie roślin łodygowych - przykład

Film o cięciu roślin łodygowych pojawił się już dość dawno ale, że trafiłem akurat na bardzo ładny przykład, to wrzucam zdjęcie. Lobelia Cardinalis, mniej więcej po tygodniu od przycinki. Jak widać, cięcie było dokonane tuż nad międzywęźlem i zgodnie z zasadą "dwóch roślin z jednego międzywęźla" tadaaam... mam piękne, dwie nowe łodyżki.
Dobra... przyznaję się. Wcale nie patrzyłem jak tnę, bo w gąszczu roślin mało było widać. Trochę na czuja i przysłowiowego "macanta". Ale ucięło się dobrze :D.
Bardzo ładnie w ostatnim czasie zaczęła sie u mnie rozwijać ta roślina i kiedy jej trochę namnożę, mam nadzieję stworzyć z niej mały zagajniczek na 2 planie. Opis tej rośliny w dziale ROŚLINY.

środa, 8 kwietnia 2015

A co się ze mną działo?

Długo mnie nie było, choć dawałem znaki życia :D Ledwo, ledwo... ale dawałem.
Niestety, dopadło mnie choróbsko i wylądowałem w szpitalu w Łagiewnikach (Łódź). Trzy tygodnie leżenia i przywiązania do kroplówek znacznie utrudniło mi kontakt ze światem. Ale nie ma co płakać. Na jakiś czas jestem w domu i mam nadzieję,  że po wizycie kontrolnej już tak pozostanie. W szpitalu miałem mało wspólnego z akwarystyką. Przerobienie kaczki na wabikusę sie nie powiodło. Zaszczepianie ducha akwarysty pośród wpółleżących też było nieskuteczne. Słabo reagowali. Nawet pomimo prób odcięcia im dopływu tlenu i soli podawanych dożylnie. Dzięki przyjacielowi, udało mi się zaledwie przeczytać jedną książkę akwarystyczną. Na jej temat wspomnę zapewne w powstającym filmie. A potem pojawi się i tutaj krótki opis. Powoli będę się starał zaktywizować. Ale wierzcie mi, że nie jest to wcale łatwe w obecnym stanie.

piątek, 23 stycznia 2015

Przemyśleń część dalsza - Allelopatia

Czasami się zastanawiam. Tak, wbrew temu co sądzą o tym niektórzy, zadający mi przeróżne pytania... nie wiem wszystkiego. Na wszystkim się nie znam. A nawet więcej. Mam wrażenie, że tak naprawdę to mało wiem. Do "wiem, że nic nie wiem" się nie przyznam, bo jeszcze ktoś powie, że jestem za mądry. Ale ad rem. Zastanawiałem się nad wpływem roślin na rozwój innych roślin. Generalnie nazywa się to allelopatią. Po lewej jest pewna tabelka, która w zasadzie wygląda dziwnie. A to dlatego, że większość roślin testowana była na rzęsie wodnej (Lemna minor). Nie wiem jakie były warunki tych testów. Zresztą nie nad tym się zastanawiałem. A myślałem ciągle o słowie "toksyczny". Czy rośliny są wobec siebie toksyczne, czy też po prostu zabierają jedna drugiej, jakiś potrzebny do wzrostu składnik?
Skąd mi przychodzą do głowy takie pomysły? Żeby się na tym zastanawiać? Ano z obserwacji roślin. A szczególnie roślin szybko-rosnących. Zacząłem się zastanawiać dlaczego w przeciągu np. dwóch miesięcy z pięknie rosnącej pistii, zostają biedne kikuty, albo czemu nagle przestaje rosnąć rogatek. Czemu kiedy np. rosną dobrze, nagle kilka innych roślin zaczyna podupadać. Oczywiście nie prowadziłem doświadczeń naukowych. W ciągu tych dwóch miesięcy, przynajmniej teoretycznie w wodzie i świetle nic się nie zmieniło. Ale to teoria. Przecież świetlówki są o dwa miesiące starsze i przynajmniej w teorii dają mniej światła. W wodzie mogło coś paść (niezauważenie), coś zgniło, rozłożyło się, rozmnożyło... itd. To też mogło zmienić chemię wody. Kurcze... strasznie dużo zmiennych w tym wzorze. Żeby sobie ułatwić, przyjąłem, że nic się nie zmieniło (cwaniaczek). Zacząłem myśleć nad pistią. To znany pożeracz azotu. Im szybciej rośnie tym przynajmniej w teorii, rośliny wodne powinny podupadać. Z dwóch powodów. Z braku azotu i braku światła zasłanianego przez rozrastające się pistie. Rogatek też działa podobnie. Wpiernicza azot aż miło. Choć on może mniej utrudnia dostęp światła innym roślinom. Ale jak się rozrośnie... i położy pod taflą wody? Pistia jest rośliną sezonową. Choć wszyscy piszą, że w akwarium jest byliną. Może ta jej sezonowość powoduje, że zamiera? Może to jednak brak azotu? Ale przecież ona może pobierać azot poprzez liście. Czyżby to było dla niej zbyt mało? Nie mam bladego pojęcia.
W akwarium gdzie rozwijała się bujnie pistia, zauważyłem dziwne zachowania trzech roślin. didiplis diandra, który normalnie rósł sobie u mnie spokojnie i bujnie, nagle zaczął czernieć. Czerniały stożki wzrostu. Co prawda roślina wypuszczała nowe odnóżki, ale te też wkrótce czerniały. Drugą rośliną była blyxa japonica. Pięknie się rozwijająca i rozrastająca. Zaczęła się po prostu rozpływać, żółknąć i ... zaniknęła definitywnie. Trzecia roślina to duży heniek. Rosnący ładnie i pięknie odbijający po cięciu... nagle przestał odbijać, stał się wątły i z wielkiej kępy pozostały nędzne resztki. Oprócz pistii, w tym akwarium, z szybko-rosnących roślin była jeszcze... wgłębka. Postanowiłem wywalić praktycznie całą pistię i wgłębkę. Po blyxie nie widać poprawy... bo jej już nie ma :D. Po heńku... na razie nie specjalnie. Natomiast didiplis odbił i puścił kilka zielonych roślin które na razie nie sczerniały. Czy sprawiło to zwiększenie się ilości azotu w wodzie? Czy też zwiększenie ilości oświetlenia docierającego do innych roślin? Nie mam pojęcia. Ale przestałem lubić rośliny pływające. Pistie, limnobium, rzęsa, wgłębka... teraz staram się być bardzo ostrożny z uprawą tych roślin. Tak samo z rogatkiem. Ścinam go dość szybko i nie pozwalam mu się za bardzo rozrastać. Czy to azot? Nie wiem. Nie chce udowadniać tezy, że wszystkiemu on jest winny. Ale po prostu widzę, że coś z tymi roślinami jest nie tak :D Być może, że brak azotu pokazuje też brak np. fosforu i potasu. I stąd nagłe podupadanie najwrażliwszych na to roślin? Przy rogatku dochodziłby jeszcze brak wapnia, który to, roślina ta pożera równie łapczywie. Sam sobie nie odpowiem na pytanie, jaka jest tego przyczyna. Ale niejaki pomniejszy wnioseczek mogę wysnuć. Nie trzymajmy zbyt dużo roślin pływających (mówię o akwariach roślinnych). Starajmy się używać jak najkrócej, roślin szybko-rosnących. One są piękne... ale przydają się szczególnie w okresie "odpalania akwarium", kiedy są duże poziomy NO3 w akwarium. Potem, proponuje je wywalić albo co najmniej ograniczyć do pojedynczych egzemplarzy. Do zwiększenia poziomu azotu( a jednocześnie potasu i fosforu) w wodzie, można zastosować metodę rzadszych podmian wody. Ale z tym uwaga, żeby nie odbiło się to na rybach, krewetkach i innych mieszkańcach akwarium.
Przypominam, że to co właśnie przeczytaliście to tylko luźne dywagacje. Nie poparte żadnymi badaniami a jedynie obserwacją roślin. Być może przy innych roślinach (nie pływających), allelopatia polega nie na wydzielaniu toksycznych związków poprzez jedną roślinę, w celu ukatrupienia innej. Ale może to właśnie pobieranie jakiegoś składnika pokarmowego przez jedną roślinę powoduje, iż druga roślina nie może przyswoić go sobie, albo z kolei brak tego składnika, powoduje niemożność przyswojenia innego. A fuj... zdanie wielokrotnie złożone. Dostanę burę jak mnie znów przyjmą do podstawówki (jeszcze 3 lata i będę miał świadectwo)

Wspomnień czar :D

AKWARIUM 240L (działa do dzisiaj)

AKWARIUM 340L (sprzedane... gdzieś w Łodzi pewnie działa :D )

środa, 21 stycznia 2015

Lignit a metan - czyli trochę przemyśleń.


Ostatnio przeglądając ogłoszenia konkurencji (no tak, sprzedaję lignit... wybaczcie mnie bogaczowi i obszarnikowi), natrafiłem na ogłoszenie pewnej firmy. No czasem trzeba spojrzeć co się dzieje :D. I naszły mnie wątpliwości kiedy przeczytałem pewien akapit w ich ogłoszeniu "

"U W A G A !!!!!!!!!!! świeży lignit ze względu na zawartość metanu nie powinien być umieszczany w akwarium,należy go moczyć przez około 6 tygodni co 3 dni zmieniając wodę. LIGNIT proponowany przez nas jest już wymoczony i całkowicie bezpieczny."

Zapytałem się sam siebie "Ale o co kaman?". Nie, nie chodzi mi o udupienie konkurencji. Fajny lignit mają i spoko. Ale ten wpis mnie zaskoczył.
W węglu znajduje się metan. W kamiennym i brunatnym. Lignit traktujemy jako formę węgla brunatnego więc już go osobno wymieniać nie będę. Metan w węglu? O Jezu... widzę już paniczne reakcje akwarystów, którzy słyszeli o wybuchach metanu w kopalniach. Zaraz mi akwarium eksploduje... wytruję całą rodzinę... Boże co ja narobiłem??? Czy takie reakcje maja jakieś podstawy? Mają... za dużo filmów katastroficznych, akcji i słuchania Justin'a Bieber'a.
Węgiel brunatny (a więc i lignit) wydobywa się na skale przemysłową w czterech kopalniach na terenie naszego kraju. W każdej z nich prowadzono badania nad zawartością metanu w węglu. Węgiel brunatny wydobywa się przeważnie metodą odkrywkową. Czyli nie drąży się kopalni a kopie wielką dziurę w ziemi, i w ten sposób jak kawałki tortu wycina się węgiel. Więc węgiel ma cały czas styczność z atmosferą. Następuje wymiana gazowa na tyle, na ile jest to możliwe. Bo żeby pozbawić lignit metanu, trzeba by go... odgazować. A ten proces wymaga temperatur między 450C a 1100C. I żadne moczenie w wodzie go nie wypchnie, ponieważ metan w lignicie jest wprasowany pod takim ciśnieniem, że ciśnienie wody w akwarium, nie da sobie rady. Oczywiście, tam gdzie mikropory węgli wszelakich są uszkodzone, taki proces może wystąpić. Ale czy akurat woda wypycha metan czy też powietrze, czy też inne gazy tego się nie dowiemy bez specjalistycznych pomiarów. Bo to, że po włożeniu do wody, lignit czasami puszcza bąbelki, nic nie znaczy. Przypominam, że metan jest bezwonnym gazem, więc wąchanie lignitu polecam tylko najbardziej upartym.
Czyli tak naprawdę NIE WIEMY CO JEST UWALNIANE Z LIGNITU. A jesli to metan... Boże... zatruje nam ryby!!!. Cóż. Nie zatruje. Ogłoszeniodawca zapomniał poinformować, że METAN NIE ROZPUSZCZA SIĘ W WODZIE. Ale przecież zbierze się pod pokrywą i może tak zatruje? Albo eksploduje i będziemy oświetlenie zbierać u sąsiada, trzy piętra wyżej??? No cóż... tez nie. Żeby metan eksplodował potrzeba odpowiednich warunków. I nawet napełnienie naszego mieszkania po sufit węglem, i zamknięcie szczelnie okien nie spowoduje wybuchu a jedynie upaprze nam podłogi i ściany. Więc co tu mówić o pokrywach w których bez większego problemów zachodzi wymiana gazowa.
Więc cała tą historię z metanem uważam za wierutną bzdurę. Oczywiście, lignit należy moczyć przed włożeniem do akwarium, ale z zupełnie innego powodu. Jak każda skała osadowa, pochodzenia organicznego roślinnego, zawiera dużo humusu i zaraz po włożeniu do wody może ją zabarwiać. Dlatego moczy się go podobnie jak korzenie, aby ograniczyć wydzielanie się tych związków i barwienia wody. Poza tym lignit jest skałą dość miękką, więc zawiera na powierzchni pył który można wodą spłukać. I temu służy moczenie lignitu a nie jakiemuś wyimaginowanemu wydzielaniu się metanu. Nie wiem, ale to "straszenie" klienta chyba jest formą reklamy. U nas bezpieczny lignit. A u innych zły :) Jeśli tak, to rozumiem ogłoszeniodawcę.
To tyle na dziś. Idę wypuścić siarkowodór ;)

Przycinki... wyrywki... i inne takie.

Jeśli ktoś jest zainteresowany zakupem nadwyżek moich roślin (bez nawożenia i CO2) to zapraszam do odwiedzenia linków
http://olx.pl/oferta/cryptocoryne-aponogetifolia-roslina-akwariowa-CID103-ID6UmuW.html

Cryptocoryne aponogetifolia





Potamogeton gayi

Hygrophila Angustifolia


Myriophyllum aquaticum


Cryptocoryne wendtii


Nymphaea Zenkeri Green


Anubias barteri


Cryptocoryne wendtii green


Nymphaea micrantha

LIGNIT - do akwarium (pod mchy, wątrobowce i inne)


LIGNIT (proszek-dodatek do ziemi ogrodowej w akwarium


LIGNIT (wkład do filtra)

Styropianowe lodówki do przewozu (wysyłki) ryb i roślin


Korzenie mopani (do akwarium)


piątek, 2 stycznia 2015

Poświątecznie i noworocznie :D



Taki mały wgląd w życie anubiasów. Od góry dwa zdjęcia kwiatów anubiasa. Większy już przekwita, stąd plamy na kielichu. Nowy jeszcze się nie rozwinął. Na ostatnim zdjęciu moja górka anubiasowa. Wolno rosnąca roślina afrykańska która zawsze mi się podobała. Oczywiście anubiasy ze zdjęcia nie rosną w gruncie. Są osadzone na kawałkach drewna i stąd ta górka. Jak rozchoduję ich więcej, to byc może kiedyś pokuszę się o całe akwarium w anubiasach. Oczywiście nie należy liczyć na szybkie zmiany w zbiorniku, bo szybkość ich wzrostu nie jest oszałamiająca, ale i roboty przy nich dzięki temu jest mniej. Bo praktycznie nie ma przycinania. Ewentualne osadzanie się kropek zielenic na liściach załatwiają nam ampularie, dla których liście anubiasa są zbyt twarde do konsumpcji, a glon smaczny.

czwartek, 25 grudnia 2014

Świątecznie


Lagarosiphon major. Wygląda jak moczarka. Rozsadziłem go we wszystkich akwariach i... we wszystkich akwariach zaczął rosnąć. W sumie nic dziwnego bo to roślina dość łatwa w uprawie. Kiedyś, ten lagarosiphon nosił nazwę moczarka mszysta... ech te zmiany, zmiany. Roślina afrykańska. Ale to wcale nie oznacza, że lubi saharyjskie upały. Wręcz przeciwnie. Temperatury powyżej 20C to już dla niego za dużo. Co wcale nie znaczy, że nie rośnie. Rośnie jak najbardziej, ale... nie zawija liści w dół, co jest jego charakterystyczną cechą. Znacznie cieńsza robi się też jego łodyga. Ale roślinka fajna. Daje dużo tlenu i jednocześnie... zmiękcza wodę. Nie jest to wielka roślina... żartowałem... daje czadu do 2 metrów długości.


Staurogyne repens - roślina z Ameryki południowej. Niby w sumie łatwa w uprawie. A ja mam z nią ciągle problemy. Pierwsze 5 sadzonek zakupiłem dawno temu kiedy ta roślina była nowością i była dość droga.
Pomimo stworzenia jej odpowiednich warunków (jak sądziłem), staurogyne nie chciała rosnąć, traciła liście i karlała. W tym roku zakupiłem ją ponownie. Wiele miesięcy nie chciała rosnąć. Nie zginęła, ale nie przypominała w niczym tego co widziałem na zdjęciach. Dopiero od jakiegoś miesiąca, zauważyłem, że zaczęła powoli rosnąć. Powinienem ja przyciąć, żeby poszła w dół... ale boję się, że znów jej coś odbije i padnie zanim się przyjmie.

Didiplis diandra - Ameryka północna. Wiem, że zdjęcia nie przedstawiają rewelacyjnej kondycji rośliny. No właśnie. Dla jednych roślina prosta, dla innych kapryśna. Dla mnie i taka, i taka. W jednym akwarium rośnie bardzo dobrze i bez żadnych problemów. W drugim... czernieją czubki i środki roślin. No i teraz bądź człowieku mądry i powiedz dlaczego? Czernieje od dołu jak się go za gęsto posadzi... tak mówią teorie... mój nie czernieje od dołu, mimo, że posadzony jest dość gęsto. Czarnieją i zamierają czubki przy przenawożeniu potasem... znowu kolejna teoria... ale ja nie nawożę akwariów, nosz kurde... i do tego z czerniejącej rośliny odbijają małe zielone czubki. Znowu niezgodnie z teorią. W tym akwarium gdzie rośnie ma dużo światła, dobre podłoże i ... mnie wkurza. Zastanawiam się czy przypadkiem nie posadziłem go w złym miejscu, może nie sprzyja mu obecność jakiejś rośliny? To już trochę alchemia i wróżbiarstwo a nie akwarystyka. Może któraś roślina coś "wyżarła"? Bo u kilku innych roślin też zauważyłem pewne zmiany. Najgorsze jest to, że na kilki in minus a na innych odwrotnie. Bądź tu człowieku mądry.





Nymphaea micrantha - Afryka zachodnia. Pierwsze trzy zdjęcie (od góry) przedstawiają już ukorzenioną, młodą sadzonkę. A trzy dolne, sposób jak ukorzeniam sadzonki pozyskane z dużych, jak dłoń, dorosłych liści tej rośliny. Kiedy sadzonka pojawia się u podstawy liścia, liść bezczelnie odcinam, redukuję łodygę liściową do jakichś 5cm. Wokół podstawy liścia (czyli jego środka) obcinam blaszkę liściową, zostawiając jakieś 2-3cm. I tak przygotowaną roślinę "sadzę", pakując kawałkiem łodygi do podłoża. Zarówno "łodyga" jak i resztki blaści liściowej odgniją. Ale zanim zdążą to zrobić, sadzonka zdąży wypuścić korzenie i zakotwiczyć się w podłożu.
A to zdjęcie mojego ulubionego wątrobowca - Monosolenium tenerum czyli Pelii. Nie będę dużo o niej pisał. Rośnie, fajnie wygląda i tyle. Pochodzi z Azji.

A to roślinka o wdzięcznej nazwie - Ammania sp. bonsai. Wyczytałem, że jest też znana pod nazwą Rotala indica ale prawdę mówiąc nie byłem w stanie tego zweryfikować. Na pewno pod nazwą ammania jest bardziej znana, i pod taka nazwą, łatwo ją znajdziecie. Bardzo ciekawa roślina. I pod względem pokroju jak i wielkości oraz ubarwienia. Podobna do bacopa carolinina, ale bardziej zwarta, liście zielone, przechodzące w czubkach do barwy różowej lub czerwonej (w dużym świetle). Rosnąc obok siebie, w dużej ilości tworzy fantastyczny "lasek". Można to zobaczyć np. tutaj. Myslałem, że będę miał z nią jakies problemy. Ale nie. Rośnie... rośnie i rośnie.


I na zakończenie - Lagarosiphon madagascariensis. Gdzieś pośród innych roślin które kupowałem, zaplątała się szczepka wielkości paznokcia. Nie wyrzuciłem (ech ta roślinna pazerność). Pincetą wsadziłem w podłoże i zapomniałem, że tam drania umieściłem. Ale widać był mi wdzięczny za ocalenie bo odbił. Nie jest jeszcze wielkim egzemplarzem, ale daje już radę. Jeszcze kilka tygodni i będzie sporo sadzonek.
I jeszcze taki mały rzut oka.